piątek, 25 lipca 2014

Rozdział V

Sherly nie spoglądając już w okno kawiarni gwałtownie zawróciła. Wtedy usłyszała dźwięk SMS-a. Był od mamy: "Sherly, przyjedź do szpitala, dzieje się coś strasznego. Kocham Cię. Mama"
Wyjęła rower z garażu i wsiadła na niego. Zawirowało jej przed oczami. Świat wydawał się szary, a galeria drewnianą stodołą. Domy zamieniły się w szałasy. Ludzie byli rycerzami i trzymali w ręku miecze i pistolety. Nagle... BUM! Wyobraźnia doprowadziła do tragedii. Dziewczyna przymrużyła oczy i nie zauważyła, że zjeżdża na jezdnię. Kierowca nowego HYUNDAI`A myśląc, że nastolatka chce jechać po poboczu, gwałtownie przyspieszył. Rowerzystka uderzyła w maskę samochodu,  a spadając z niej znalazła się na środku ulicy szybkiego ruchu. Leżąc została porącona przez kierowcę tira, który ledwo zdążył wychamować. Siła uderzenia była jak upadek z pierwszego piętra. Dalsze wydarzenia rozgrywały się w szpitalu. Sherly była operowana. Budząc się słyszała krzyki lekarzy; "Ona umiera! Eryk podaj krew!, Taka mała, biedny dzieciak! Serce nie bije! Wstała, ciekawa akcji obok. Dopiero po chwili, dotarło do niej, że umierającą dziewczynką jest jej siostra. Zrozumiała, dlaczego miała szybko dotrzeć do szpitala. "Dzieje się coś strasznego" - powtórzyła w myślach słowa smsa. Sherly czuła, jakby sama umierała. Nagle zostały przywrócne wszystkie wspomnienia z Mirandą. Mała, radosna dziewczynka idzie do szkoły. Zapada w śpiączkę. Budzi się, wydarzył się cud. Już nigdy siostra nie podniesie na nią głosu. Będzie wspaniale. "Wspaniale" ?! Już nigdy nie będzie. Śmierć siostry jest jak śmierć własna...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz